Shop Mobile More Submit  Join Login
About Literature / Hobbyist Member MartaFemale/Poland Group :iconphineasyferb-ocs: PhineasyFerb-Ocs
PyF - Ocs - Fic y más!!
Recent Activity
Deviant for 2 Years
Needs Premium Membership
Statistics 247 Deviations 2,756 Comments 9,271 Pageviews

Newest Deviations

Favourites

Donate

SanAngle has started a donation pool!
0 / 1,000
I NEED POINTS

Please donate me!

You must be logged in to donate.
No one has donated yet. Be the first!

Activity


Sherlock poleciał rozwiązywać jakąś sprawę i tym sposobem nie było go już kilka godzin. Molly skończyła robić sekcję, napisała raport i w chwili obecnej nie miała pojęcia, co robić. Było to na tyle dziwne, że zawsze nieboszczyków było pod dostatkiem i jakkolwiek było to smutne i przerażające, to na brak pracy nigdy nie narzekałam, a wręcz czasu było ciągle za mało. Dlatego też, niezbyt komfortowo się czuła, nie mając nic do roboty.
Wyczyściła cały sprzęt, umyła podłogę, słowem wysprzątała kostnicę. I nagle w oczy rzucił się jej płaszcz Sherlocka. Zmarszczyła brwi. Detektyw nigdy go nie zostawiał, nawet jeśli chodziło o sprawę życia i śmierci. Rozejrzała się po pustym pomieszczeniu, węsząc podstęp. A nuż Sherlock wejdzie nagle do pokoju. Może śledztwo toczyło się w Barth's i dlatego zostawił płaszcz. Też nie pasowało. Zmrużyła oczy, tak jakby odzież miała jej powiedzieć, co tu robiła.
Po dłuższym wahaniu podeszła i dotknęła płaszcza, tak jak się dotyka rzadkie zwierzę - niepewnie, ale z zaciekawieniem. Był zaskakująco miękki w dotyku. Pogładziła rękaw, po czym sprawdzając, czy Sherlock nie pojawił się nagle, bo wtedy rzeczywiście miałby temat do naigrywania się, założyła płaszcz. Wtuliła głowę w kołnierz, wdychając jego zapach, ręce włożyła do kieszeni i uśmiechnęła się sama do siebie. Pokonała kilka metrów, naśladując krok Sherlocka i nagle ośmielona, postawiła kołnierz i założyła szalik, znajdujący się uprzednio w kieszeni. Parodiując Holmesa, spędziła tak kilka minut, później jednak odwiesiła płaszcz, bojąc się nadejścia detektywa.
Nie wiedziała, że Sherlock wrócił już wcześniej, zostawił płaszcz i wyszedł porozmawiać z Lestrade'm i widział całą grę Molly.
30 day challenge - Day Six

Day Six - Wearing each other's clothes

Nie spodziewałam się aż tak dużego odzewu na dA. To pokrzepiające, że wrzucając te teksty tutaj, mogę jeszcze liczyć na jakieś komentarze, no i że są one póki co pozytywne :D 

Loading...
Pocałunki pojawiły się nagle. Molly nie mogłaby powiedzieć, kiedy dokładnie. Były ukradkowe, najczęściej dawane jej z zaskoczenia, gdy Sherlock przechodził obok niej, a ona pracowała. Każdy sprawiał, że na jej policzki wypływały rumieńce i uśmiechała się pod nosem. Czasem zakładała za ucho pasemka włosów, które wysunęły się z jej kitki.
Pocałunki - te nieoczekiwane - głównie z inicjatywy Sherlocka. Dzięki temu, gdy spoglądała w jego stronę, mógł udawać, że nie wie, o co chodzi. Unikał wyjaśnień czy podtrzymywania romantycznego nastroju. A krótkie cmoknięcia w policzek, były ku temu najlepszą okazją. Molly bawiło jego zachowanie. I cieszyła się, że ponieważ nic nie obiecywał, nic nie mówił, nie zasypywał ją pustymi obietnicami.
Słów kocham cię, nie usłyszała. Zresztą pewnie zaczęłaby się śmiać, tak nierealna była sama myśl, że mógłby je powiedzieć. Nawet w najbardziej naiwnych marzeniach, nie wyobrażała sobie tych słów od niego. Ale miast tego, otrzymywała coś znacznie dla niej cenniejszego. Kilka namiętnych pocałunków, każdy mówił o wiele więcej niż kocham cię.
30 day challenge - Day Five
Day Five - Kissing

Coś marnie mi wychodzi wrzucanie tutaj tego challenge'a.  Choć challenge już na ostatnim półmetku, to tutaj jestem na dniu piątym. Naprawdę potrzebuję jakiegoś duszka, który będzie stał koło mnie i przypominał mi, że muszę wrzucać ten challenge tutaj, bo inaczej do kolejnego września się nie wyrobię.
Loading...
Danny: Czy wy we wszystkim widzicie niechęć rządu i zmowę przeciwko wam?
Penny: Nie. Sernik jest całkowicie neutralny.
- PnF Story 18 part 6 „Magiczna Noc” by funnyFranky


- Babciu? – wdrapała się na kolana swojej ulubionej opiekunki. Ta z westchnieniem otworzyła oczy i spojrzała na wnuczkę.
- Tak?
- Opowiesz mi o zaręczynach nad jeziorem?
Wiedząc, że protesty na nic się nie zdadzą, babcia objęła ramionami dziewczynkę i rozpoczęła swoją opowieść.

Było to piękne lato. Tego dnia, mimo wczesnej pory, słońce świeciło już na niebie, ogrzewając jeziora i morza. Zapowiadał się kolejny, gorący dzień, a tłumy mieszkańców Danville w pośpiechu pakowali swoje manatki, by jak najszybciej opuścić miasto i zalec na plaży.
Około godziny drogi od Danville, znajdowało się małe, znane jedynie nielicznym jeziorko. Niewielkie miasteczko, a raczej wioseczka powoli budziła się do życia. Ta mała społeczność ze zdumieniem przecierała oczy na widok rekordowej liczby turystów. Dotychczas z rzadka pojawiała się jakaś para, wizyty listonosza zdarzały się od święta, a tamtego dnia doliczono się rankiem już dwudziestu osób, choć mogło być ich więcej, bo przybywali z oddalonej o pół godziny marszu stacji kolejowej, a w lesie łatwo było zbłądzić. Jedynie trójka przybyszów, za to z dziobakiem,  przybyła samochodem.
Gdyby to był zwykły dzień, tutejsi zaczęli by się dobrze zastanawiać nad zabarykadowaniem dróg i co większych ścieżek, aby nie dopuścić do następnej takiej sytuacji. Tylko, że to nie był taki zwyczajny dzień.. A wiesz dlaczego?


- Były zaręczyny – mała klasnęła w dłonie, uradowana. Babcia z zadowoleniem stwierdziła, że jej wnuczka nie przerywa co chwila, by dowiedzieć się, co znaczą niektóre słowa. Wpływ jej ojca był dobrze widoczny.

Córka kuzynki wnuczki Lauren Murphy, 82-letniej mieszkanki Shire, tak bowiem nazywało się owo miasteczko lub też wioseczka, zależy jak patrzeć, spytała się czy może tu urządzić znajomym jej przyjaciela przyjęcie. Lauren, która uwielbiała Vanessę – tak bowiem miała córka kuzynki wnuczki na imię – za to kuzynki wnuczki i samej wnuczki nie darzyła zbytnią sympatią.. wiązało się to zresztą z bardzo skomplikowaną i zawiłą na najmniej dwa tomy opowieścią, w której niemałą rolę odgrywała Odyna, masz szczęście, że to nie ona streszcza ci teraz tą historię, bo prędko by ona nie skończyła… Tak czy siak, Lauren uwielbiała Vanessę, dlatego zgodziła się, choć nawet nie znała owych znajomych przyjaciela Vanessy. Wieść zaś szybko rozniosła się po wiosce.
Dla jednej z osób był to dzień wyjątkowy nie tylko z powodu zaręczyn. Danny zajmująca się całą organizacją przyjęcia – nie miała zresztą pojęcia jak to się stało, że ni stąd ni zowąd mianowano ją na koordynatora imprezy – Danny cieszyła się podwójnie. Oto tego dnia miała zobaczyć swojego chłopaka, z którym nie rozmawiała osobiście od lat trzech, gdy to wyjechał na studia do Anglii, jego rodzinnego kraju. Zawsze gdy przyjeżdżał do Danville mijał się z Danny, która a to musiała dokończyć jakiś niecierpiący zwłoki projekt, a to pracowała, a to uczyła się po drugiej stronie świata. Zostawały im telefony i Skype, ale to nie zastąpi spotkania twarzą w twarz.
Ale do rzeczy. Z samego ranka do Shire przyjechał samochód. Trójka osobników ubranych turystycznie, przebrać się bowiem na samo przyjęcie mieli później, i dziobak. Vanessa wraz z Monty’m Monogramem i Danny.


- A Vanessa już nie była z Montym zaręczona?

Owszem. Od lat Vanessa była narzeczoną Monty’ego i choć nie przeszkadzał im obecny stan rzeczy, to woleliby zrobić krok na przód. Jednakże wymagałoby to poinformowania rodziców, a reakcji ojców chcieli oboje uniknąć. Dla tego dla niepoznaki udawali, że ich związek nie ma większych szans na przetrwanie, aranżując kłótnie, które co prawda czasami przeradzały się w prawdziwe kłótnie, ku uciesze ojców, którzy mogli ponarzekać przez chwilę na latorośl wroga i wierzyć, że ten związek wkrótce się skończy. Co prawda to kłamstwo lub raczej, jak woleli twierdzić, lekkie nagięcie prawdy, wielokrotnie było narażane na wydanie na światło dzienne, głównie z powodu Odyny, o której ci już wspominałam oraz Nazz, rezolutnej kuzynce Monty’ego. Ale to opowieści na inny wieczór.
Na czym to ja skończyłam? Ach tak.. Przyjęcie nad jeziorem. Danny co prawda optowała za miejscem z mniejszą ilością wody, a gdyby jej nie było, to również by nie narzekała. Ale wracając do historii.. To oni w trójkę.. przepraszam, w czwórkę, przyjechali najwcześniej, by rozpocząć przygotowania. O siódmej  rano stawili się w Shire i rozpoczęli rozpakowywanie i ustawianie wszystkiego.  Z pomocą mieszkańców, którzy i tak zaciekawieni poczynaniami przybyszów obserwowaliby ich zza firanek domostw, uzbrojeni w kubek kawy, zatem owi mieszkańcy z chęcią przyłączyli się na prośbę Danny. Wraz z upływem czasu do nich przyłączali się kolejni goście, którzy przybywali ze stacji po dłuższym lub krótszym błądzeniu po lesie.
***
Danny dostała bardzo poważne zadanie, choć nie cieszyła się zbytnio z niego. Ferba nigdzie nie było widać, pewnie zabłądził w lesie. Ona zaś wieszała lampiony w asyście leśnika, który za życiowy cel obrał sobie informowanie wszystkich na temat bezpieczeństwa w lesie i umiejętności obchodzenia się z ogniem. Z westchnieniem słuchała go, próbując się wyłączyć i myśleć o czymś innym, co okazało się nie lada zadaniem, bo głos leśnika przebijał się przez jej zapory.
Koło południa Danny zaczęła się niepokoić, bo Scott.. Pamiętasz Scotta? Brata Danielle? To dobrze… Scott miał pojawić się koło dziewiątej, tymczasem zbliżało się już południe, a jego ciągle nie było. Nagle, gdy wieszała lampiony, zauważyła, jak zbliża się obładowany w jej stronę..  Bowiem każdy z gości przynosił coś ze sobą, by nie zmuszać Vanessy, Monty’ego i Danny do wyprawy ciężarówką do Shire, bo to mimo wszystko byłoby już lekką przesadą. Tak czy siak, przyszedł obładowany czterema leżakami i siatką pełną zabawek, które po nadmuchaniu zamieniały się w piłki  plażowe, materace czy różne kółka do pływania. Wyraźnie było mu ciężko, zwłaszcza, że prócz tego niósł swój plecak, choć jak na absolwenta wychowania fizycznego przystało dzielnie maskował swoje zmęczenie.
- Jesteś nareszcie – podbiegła do niego i uwolniła spod ciężaru siatki – która za wiele nie ważyła – oraz jednego leżaka, na co ten westchnął z ulgą – Nie zabłądziłeś? I co ty właściwie masz we włosach? – spytała, wyjmując kilka patyków z czupryny brata.
-Miałem bliskie spotkanie z dwoma niedźwiedziami. Ucieszyły się na mój widok bardziej niż ja na ich – odrzekł, po czym rozejrzał się dookoła – Gdzie mogę to odłożyć ?
- Gdziekolwiek.
Scott z ulgą odłożył leżaki, choć dokładnie rzecz ujmując po prostu upuścił je na trawę i sam też w tym miejscu, gdzie przed chwilą stał, rzucił się na ziemię.
-Co tam u ciebie?
- Znam całą instrukcję obchodzenia się z lampionami. Oraz zasady postępowania w przypadku. O! I dostałam gaśnicę na własność – odparła Danny.
- Co jak co, ale akurat tobie się ona przyda – mruknął, mając na myśli rewolucje kuchenne – i nie, to nie była przenośnia – swojej siostry.
- Taak –spojrzała na gaśnicę i przypomniawszy sobie tyradę sprzed kilku minut, rozłożyła bezradnie ręce – zwłaszcza, że dostrzegła spojrzenie leśnika, który niemo, ale i twardo nawoływał ją do powrotu – Będzie mi się to śniło po nocach.
- Nie chce ci się tam wracać? – domyślił się Scott, spojrzawszy tam , gdzie ona.
- Yhm- przytaknęła – Dałabym wszystko, by tam nie wracać.
W tym momencie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, znikąd pojawił się Irving.
- Danny, jest taka sprawa – zaczął niepewnie.
- A powiesisz za mnie do końca lampiony? – spytała z nadzieją – Zamienię się z tobą chętnie.
- Jasne – zdjął fartuch, podał go Danny i rzekł na odchodnym – Kuchnia jest tam – wskazał jeden z budynków.
- Co? – zamarła.
- Robisz sernik.
Zaszokowana stała w milczeniu. Wybudził ją śmiech Scotta.
- Nie sądziłem, że aż tak wcześnie gaśnica będzie ci potrzebna.
Danny w takt muzyki pogrzebowej ruszyła w stronę kuchni.
***
Tymczasem na miejsce zaręczyn przybył zielonowłosy, dość wysoki mężczyzna. Rozglądając się nerwowo – w końcu nie dawno zobaczył, jak wygląda z bliska pysk dzika i z tego oto widoku zostało mu kilka trochę drażniących draśnięć.  Wśród szykujących przyjęcie – a tych, musisz wiedzieć było całkiem sporo, bo nie jestem pewna, czy ci to mówiłam, ale gości było sporo i przybywali z każdą godziną – więc, wśród szykujących przyjęcie wyszukiwał wzrokiem Danny. Co prawda od dawna jej nie widział, nie mógł zatem ze stu procentową pewnością powiedzieć, czy miała długie włosy, czy też może była u fryzjera. Liczył się, że od tyłu i z oddali jej nie rozpozna, dlatego wypatrywał jej twarzy. Twarz, a przede wszystkim oczy… Ich nie mógłby zapomnieć, a tym bardziej pomylić z czyimiś innymi. Nie wiedział, biedak, że jego dziewczyna zajmowała się teraz sernikiem, choć zajmowała może być słowem na wyrost. Powiedzmy może, że obecnie wykorzystywała dar od leśnika.
Wracając jednak do Ferba. Nie mogąc znaleźć Danny, uznał, że pewnie jeszcze jej nie ma i odszukał tych, dla których to przyjęcie było organizowane. Izabela wraz z kilkoma dziewczynami ze swojego byłego zastępu rozkładały na stołach obrusy, rozmawiając przy tym i śmiejąc się do łez. Kilkanaście metrów dalej stał Phineas, który dyskutował o czymś żywo z leśnikiem i wysnuwał najpewniej na tyle logiczne argumenty, że zbijał z pantałyku swojego rozmówcę, którego twarz robiła się coraz bardziej czerwona. Jednocześnie jednak, Flynn obserwował swoją – przyszłą – narzeczoną rozmarzonym wzrokiem, co w połączeniu z jego żywą gestykulacją dawało dość zaskakujący efekt.
Ledwo jednak przywitał z nimi, już został zagoniony do roboty, choć tej nie było już aż tak dużo. A jednak zmęczony – podróż samolotem za ocean to jednak nie jest aż tak mały pikuś, jak mogłoby się wydawać, zwłaszcza, gdy nagle trzeba zastąpić pilota, który zjadł nie te ostrygi, co trzeba, a później dodatkowo tłumaczyć policjantom, w jaki sposób w samolocie znalazły się aligatory, ale to moje, drogie  słonko opowieść na inny wieczór. Na czym to ja skończyłam?.. Ach, tak. Ferb choć zmęczony podróżą i spotkaniem z dzikiem, przystąpił do wykonania resztek pracy. Gdy pół godziny później otrzymał wiadomość od Vanessy, że może iść odpocząć i za kwadrans zaczną przyjęcie, ruszył ku wodzie, by się ochłodzić. Nie patrząc przed siebie, po chwili zderzył się z kimś. I nie, to nie  była Danny, która nota bene w tym momencie zastanawiała się, czy nie zostawić tego wszystkiego w cholerę i nie pójść gdziekolwiek przed siebie. Otóż bowiem leśnik miał również smykałkę do gotowania i po odnalezieniu jej,  po niezbyt udanej rozmowie z Phineasem, z wielką chęcią przyłączył się do pracy, choć jego rola ograniczała się raczej do opowiadania o rodzajach sera używanego w serniku.  Ale wracając do opowieści …
Otóż Ferb zderzył się ze Scottem. Trudno powiedzieć, który z nich był bardziej tym zaskoczony. Ferb, który uznał, że brat Danny jest za leniwy, by wstać z łóżka przed dwunastą w dzień wolny czy Scott zachowujący się zupełnie tak, jakby chciał uciec znad jeziora, co jednakowoż było prawdą, ale o tym za chwilę.
- Cześć, jak było w Anglii? Wybacz, że nie pogadamy, ale trochę się spieszę – powiedział jednym tchem, oglądając się niespokojnie za siebie.
- Też miło mi cię widzieć – lekko zdziwionym głosem powiedział Ferb – Widziałeś może Danny?
- Sądząc po dymie, wnioskuję, że właśnie sernik piecze się w piekarniku.. A raczej powinien się piec..
W tej chwili wszyscy usłyszeli wrzaski dobiegające z tamtego miejsca. Jednakże myliłby się ten, kto sugerowałby się barwą głosu. Choć wszystko wskazywało na kobietę, piski pochodziły od leśnika.  
- No cóż, przynajmniej przyda się jej ta gaśnica.. – skwitował Scott – A teraz wybacz, wrócę tu później, gdy ktoś już odciągnie Danny od kuchenki. Ludzie zdecydowanie nie uczą się na błędach – pokręcił z dezaprobatą głową, choć trudno było wyjaśnić, do czego właściwie Scott się odwołuje. Ferb jednakże nie był tym faktem obecnie zainteresowany, za to siostrą mówiącego i  owszem. Pognał zatem w kierunku dymu.
***
- Mówiłam panu, że nie potrafię piec – powtórzyła ze stoickim spokojem Danny, patrząc na lekko wstrząśniętego leśnika. Wokół nich rozpościerał się widok jak z apokalipsy –wszystkie produkty używane do zrobienia ciasta walały się po całej kuchni, oni we włosach mieli mąkę i maź jajeczną, on dodatkowo lekko podpalone czy też zwęglone końcówki włosów. Za to sernik… Sernik o dziwo był w jednym kawałku. I nie wydawało się, by prócz spopielenia się wierzchu coś poważniejszego mu się stało.
- Powtarzałem pani, by dodać więcej mąki. Kto widział, by wkładać lejący się ser do blachy – gorączkował się mężczyzna i po chwili rozpoczął wykład na temat gęstości sera. Danny załamała ręce i próbowała odpłynąć gdzieś myślami, gdy leśnik snuł swoje rozważania. Prawie jej się udało, gdy wtem jedno zdanie wytrąciło ją z rozmyślań, czy Ferb już przyjechał.
- Za to jestem pewny, że umie pani  grillować – gdy zauważył, jak pokręciła sztywno głową, machnął ręką –Na szczęście ja umiem. Pokażę pani – chwycił ją za nadgarstek, a ta niemalże skostniała ze strachu została  pociągnięta za nim. Choć gdyby ktoś uważnie się wsłuchał, usłyszałby skrzypienie podłogi i jej butów.
***
Jak już możesz się wnusiu domyślić, Ferb wchodząc do budynku, w którym przed chwilą było pieczone ciasto, nie zastał Danny. Zdziwiony wielce – skoro był bałagan i było ciasto, gaśnica i dobrze widoczne skutki małego pożaru,  to powinna być też Danny. A nie było jej. Ferb podrapał się w głowę.
- Naprawdę to pamiętasz, babciu? Że podrapał się w głowę? – zmarszczyła nos wnuczka.
- Oczywiście skarbie, że nie, bo nie było mnie przy tym, ale można to sobie wyobrazić.
Zatem Ferb podrapał się w głowę i po chwili stwierdził, że pewnie coś się Scottowi pomyliło. Ale ewidentnie coś mu nie grało. Obrócił się i zderzył się w drzwiach z Isabellą.
- O! Nie ma Danny? – zdziwiła się.
- Też mnie to zaskoczyło, ale nie.
- Cóż.. – pokręciła zdezorientowana głową – Za to sernik jej wyszedł. Chyba po raz pierwszy coś udało jej się upiec – wzięła do rąk blachę.
- Ja bym tego nie jadł – odruchowo mruknął Ferb – Ciekawe, gdzie poszła?
- Nie wiem – wzruszyła ramionami – Zastanawia mnie też, gdzie udał się leśnik. Miał zrobić grilla…
W tym momencie, choć jak dla mnie jest to nieco przerysowane, ale rozległ się kolejny huk, oświadczający wszystkim wokół, że Danny namówiona przez leśnika – działającego już zresztą jej na nerwach kolejną opowiastką o tym, jak w prawidłowy sposób schudnąć – zatem, że Danny namówiona przez leśnika postanowiła wrzucić mięso na ruszt.
- Może darujmy sobie jedzenie z grilla? – zaproponował Ferb, który miał nadzieję, że Iza postanowi poszukać Phineasa, bo nie chciał jej zostawić samej z tym bałaganem, za to gdyby ona sobie poszła, on nie miałby problemu pobiec do Danny, zanim ta znowu gdzieś przepadnie.
- Tak.. – kiwnęła głową czarnowłosa.
Wyszli razem z budynku tylko po to, by natknąć się na Nazz, która po wyściskaniu Izy i obrzuceniu stekiem wyzwisk Ferba, zagoniła ich do stołu. Im bliżej byli stołu, tym głośniej nawoływała gości, którzy jeszcze nie do końca się zorientowali, że impreza już niedługo się zacznie. A im mocniej krzyczała, tym szybciej się zbierali – nie uwierzysz, jaką miała skalę głosu, którą niektórzy nazywali wrzeszczeniem papugi, co jak się domyślasz, nie było bynajmniej komplementem.
Wnet pojawił się leśnik, który  z godną podziwu determinacją ciągnął Danny,  a ta posyłała rozpaczliwe spojrzenia każdemu wokół. Przy czym, jego usta nie zamykały się nawet na chwilę. Po zakończeniu tematu – dieta, przeszedł do następnego i w chwili obecnej opowiadał o zaletach bycia leśnikiem.
Niczym dzielny rycerz, Ferb poleciał ratować swoją damę z opresji. Co prawda nie pociągnął po prostu drugiej ręki Danny, bo to sprawiłoby, że po chwili Danielle byłaby w dwóch kawałkach, a tego zielonowłosy by nie chciał. Podszedł, przedstawił się leśnikowi i gdy ten zdezorientowany podał mu dłoń, Ferb szybko przechwycił Danny i kilka sekund później nareszcie mieli okazję się przywitać.
- Pamiętasz, jak kiedyś mówiłam, że za mało się odzywasz? – spytała kilka godzin później, gdy siedzieli nad wodą.
- Yhm – mruknął, spoglądając na brata i swoją przyszłą szwagierkę, którzy rozmawiali kilkanaście metrów dalej. Tak, wkrótce będzie miał siostrę. A Phineas też może za rok czy dwa, jeśli się uda.
- Zapomnij o tym. Naprawdę wolę twoje konstruktywne myślenie od ciągłego paplania.


- Koniec – powiedziała babcia.
- Nie opowiedziałaś wszystkiego – zaprotestowała dziewczynka – Co z leśnikiem? Jak wyglądały oświadczyny? Co Vanessą i Montym?
- A jak myślisz o czym byśmy rozmawiały przez następne lata, gdybym opowiedziała ci dzisiaj wszystko? – uśmiechnęła  się przebiegle, a wnuczka odwzajemniła uśmiech.
PnF: Sernik
Oto mocno spóźniony tekst, który najpierw miałam napisać w zeszłym roku, a później na minione już osiemnaste urodziny :iconfunnyfranky:
Za to jest długi - a przynajmniej powinien być, bo w Wordzie zajął mi 9 stron.

Jednocześnie spełniam swoje marzenie, co do napisania czegoś w formie opowieści w opowieści, pełnej nawiązań i przerwań historii, by wpleść dykteryjkę. I powiem wam, że to męczące. Osobiście wolę swój sposób pisania ze zdaniami w miarę krótkimi.  Ale by dalej nie narzekać, mam nadzieję, że mimo długości i w zasadzie pominięcia tematu - życzeniem było coś o Ferbie i Danny, co niby jest - spodoba się wam. 
Loading...
Cześć,

Od 11 godzin jestem już zacną szesnastkąI am a dummy! . Tymczasem w przeciwieństwie do tego, co spotyka bohaterów różnych książek, nie okazało się nagle, że mój tata/mama jest w rzeczywistości wampirem/królem/czarodziejem/wstaw-inną-postać-o-nadzwyczajnych-zdolnościach, nie spotkałam miłości mego życia, a do drzwi nie zapukał chochlik, by zabrać mnie do świata czarów. W zasadzie gdyby nie to, że wyprawiałam urodziny w otoczeniu moich przyjaciółek, najpewniej spędziłabym go tak jak zwykle - czytając książki, oglądając dwa, może trzy odcinki jakiegoś serialu i robiąc lekcje. Bo nie czuję tego, że mam już tyle lat, że w zasadzie wkroczyłam w wiek prawie-dorosły, bo wolno mi coraz więcej rzeczy, a jednocześnie jeżeli kogoś bym zabiła, to już bym była sądzona jako dorosła - w zależności od przestępstwa. Ale przejdźmy do konkluzji. Dziękuję za życzenia. Huggle! Naprawdę. Od rana byłam torpedowana życzeniami, zaczynając od facebooka.

W zeszłym tygodniu miałam w końcu przyjemność spotkać :iconlolisa05: Co prawda nie mamy żadnego zdjęcia, by to udowodnić, ale miejmy nadzieję, że się liczy. Klasę ma miłą i cieszy mnie fakt, że postanowiła się jeszcze wybrać po raz drugi do mnie, by obchodzić moje spóźnione urodziny - ja jednak jestem pewna, że chodzi jej o to, by miała darmowe zwiedzanie miastaWink/Razz . Tak czy siak, już się cieszę i czekam na ten dzień.

Przypominam jednocześnie - Franky, Koral - będziecie na Pyrkonie. I ja nie chcę słyszeć o tym, że nie macie czasu, bo sprawdziany/kartkówki/nauka. Ten jeden weekend w marcu jesteście na Pyrkonie i kropka. Nie wybaczę nieobecności - dlaczego pisząc te słowa mam wrażenie, że to ja się rozchoruję akurat na dzień przed Pyrkonem? 

Co jeszcze? :iconfunnyfranky: O dziwo, jeszcze pamiętam o tym opowiadaniu - co ja sobie zresztą myślałam, pisząc to wtedy na kartce? Że fajnie będzie przepisywać te wszystkie strony? + wywiad z OC z chęcią zrobię, ale musisz mi wybrać, z którą. Nod 

PS. Już niedługo będzie oficjalna premiera AYA - jednego z podobno ostatnich odcinków Fineasza i Ferba. W związku z tym chciałam napisać małą notkę, która się tu ukaże. Takie jakby podsumowanie. Ale to wtedy, gdy znajdę wolną chwilę :)

Marta
  • Mood: Sympathy
  • Listening to: Imagine dragons - Ready, Aim, Fire
  • Reading: Villet
  • Watching: Faking It
  • Drinking: tea

deviantID

SanAngle's Profile Picture
SanAngle
Marta
Artist | Hobbyist | Literature
Poland
ENGLISH
Hi,
I'm Marta from Poland. I'm teenager and I'm a writer amator.
I'm don't speak English too much, but I learn :D.
I love write - I can't imagine myself without writting.
All the people, who I know, think 'She's crazy'.
But.. I'm shy, very shy. So.. I write what I'm afraid to say.

POLISH
Cześć,
Mam na imię Marta, tu również jako Maromira albo SanAngle.
Jestem nastolatką, Polką.
Moim ulubionym zajęciem jest pisanie. Jest to dla mnie wszystkim i nie wyobrażam sobie siebie bez pisania, czy choćby wymyślania historii. Piszę na tyle dużo, że zeszyty zapełnione moimi wypocinami, walają się po całym moim pokoju.
Na razie jestem tylko pisarką amatorką. Być może, w przyszłości się to zmieni, może kiedyś tam, uda mi się coś wydać :).
Ludzie których znam, sądzą, że jestem zwariowana, o ile oczywiście nie zaszufladkują mnie jako nienormalną czy psychopatkę. Ale.. Jestem bardzo nieśmiała i to przez to (często palnę coś głupiego). Dlatego piszę. Bo piszę to, czego boję się powiedzieć wprost.
Interests

AdCast - Ads from the Community

×

Journal History

Groups

Comments


Add a Comment:
 
:icondemiluna:
Demiluna Featured By Owner 5 days ago  Hobbyist Digital Artist
thx for the fav♥
Reply
:iconsanangle:
SanAngle Featured By Owner 1 day ago  Hobbyist Writer
You're welcome :)
Reply
:iconlove-a-lad-insane:
love-a-lad-insane Featured By Owner 5 days ago  Hobbyist General Artist
Thank you so much for faving "Consulting Detective"!!! :heart:
Reply
:iconsanangle:
SanAngle Featured By Owner 5 days ago  Hobbyist Writer
You're welcome :D
Reply
:iconiwana-red:
iwana-red Featured By Owner Dec 10, 2014
dzięki za fava :)
Reply
:iconsanangle:
SanAngle Featured By Owner 5 days ago  Hobbyist Writer
Nie ma za co dziękować :) Praca fajna :)
Reply
:iconcartoon-girl-2010:
cartoon-girl-2010 Featured By Owner Dec 6, 2014

Thanks for the fave :)

Reply
:iconsanangle:
SanAngle Featured By Owner 5 days ago  Hobbyist Writer
You're welcome :)
Reply
:iconemaleeanderart:
EmaleeAnderART Featured By Owner Dec 6, 2014  Hobbyist Traditional Artist
Thank you for the :+fav:! :)
Reply
:iconsanangle:
SanAngle Featured By Owner 5 days ago  Hobbyist Writer
You're welcome :)
Reply
Add a Comment: